Archiwum
RSS
poniedziałek, 22 lutego 2010
Rzecz o astmie

Jako że biegami narciarskimi interesuję się od święta, przy okazji startów Justyny Kowalczyk na Igrzyskach Olimpijskich w Vancouver dowiedziałem się jak wiele zawodniczek z nią konkurujących zmaga się z astmą. Bidulki. Sam jestem astmatykiem, więc tym większy mam podziw dla ich dokonań.

Pamiętam, że jako szczyl rzadko mogłem pozwolić sobie na grę w piłkę kopaną w jej pełnym podwórkowym wymiarze (czas trwania jednej połowy uzależniony był od tego, kiedy jedna z drużyn zdobędzie 10 bramek). Dlatego też albo siedziałem "na ławie" oparty o zdezelowany płot, czekając naiwnie na to aż kolega z zespołu zwolni mi miejsce, albo też stałem cały czas pod bramką, fantazjując jakim to jestem obrońcą nie do przejścia.  Każda próba samodzielnego rajdu na bramkę, od której trudno było się młodemu człowiekowi powstrzymać, kończyła się "zgonem". Jedynym ratunkiem dla rozkochanego w futbolu młodzieńca była gra "w warsze", która nie wymagała aż tak dużego wysiłku jak rywalizacja meczowa, a przynosiła grającemu dużą frajdę, może nawet i większą niż sam mecz.

Do dzisiaj przebiegnięcie kilkudziesięciu metrów w celu złapania" tego cholernego tramwaju" kosztuje mnie dużo wysiłku. Dlatego też z rozdziawioną gębą oglądam wyczyn takiej Marit Bjoergen, która wbiega sobie na górkę, ot tak, a na jej twarzy nie widać nawet odrobiny zmęczenia.

Tak się zastanawiam, czy aby nie minąłem się z powołaniem...

13:04, bartuszynski
Link Dodaj komentarz »